Podróże kształcą? Niekoniecznie!

Odkąd pamiętam „podróże kształcą” było dla mnie jednym z najbardziej oklepanych zwrotów wszechczasów, zaraz po „Dobrze widzi się tylko sercem…” z Małego Księcia. Oczywiście nie  zamierzam ich tutaj calkowicie negować, bo faktycznie w obu tekstach jest sporo prawdy, ale boli mnie jednak, że tak mało zastanawiamy się nad tym, co to właściwie oznacza.

PODRÓŻE KSZTAŁCĄ? NIEKONIECZNIE

W podstawówce o „podróże kształcą” pisało się rozprawki, szukając odpowiednich argumentów i zawsze jakoś tak w nich wychodziło, że tak, oczywiście kształcą. Tylko mało kto wziął pod uwagę, że one nie uczą nas jakimś magicznym sposobem, że ot, wsiadasz do pociągu byle jakiego i już jesteś mądrzejszy. W końcu możesz nawet co miesiąc latać na wakacje all-inclusive, tymi samymi liniami lotniczymi, do tego samego miejsca oraz hotelu. Albo inaczej – na długie weekendy i urlopy jechać zawsze do jednego, jedynego domku w górach, gdzie już każdy kąt jest oswojony (i przynajmniej wiesz, gdzie nie patrzeć, żeby dać przeżyć pająkowi – wędrowniczkowi).  I czego tak naprawdę się wtedy uczysz? No, może poza obyciem w hotelu i oswojeniem się z lotniskiem, samolotami i całą tą otoczką? Lub w drugim przypadku – poza perfekcyjna znajomością drogi do domku i wszystkich szczytów w okolicy?

PODRÓŻE KSZTAŁCĄ? DOPIERO, GDY DASZ COŚ OD SIEBIE

No właśnie – podróże kształcą dopiero wtedy, gdy dasz coś od siebie. Kiedy wychodzisz z bezpiecznej skorupy, ponad wszystko, co znane i już przewidywalne. Albo  musisz sprawdzić się w nowych sytuacjach, poradzić sobie z wyzwaniami, w których nikt Cię nie wyręczy. Gdy robisz coś pierwszy raz i doświadczasz nowości. Kiedy wchodzisz w interakcje z nowymi ludźmi lub poznajesz historie, inne ciekawostki czy też smaki.

To już trochę bardziej skomplikowane, prawda? Dlatego też  zamiast „podróże kształcą”, wolę powiedzieć, że w podróży nabieram dystansu.

W PODRÓŻY NABIERAM DYSTANSU

Wsiadam w pociąg i już w przeciągu kilku(dziesięciu) minut mogę być w innym miejscu. Miejscu, które potencjalnie  znam lub nie, ale jednak jest to jakaś zmiana otoczenia. Inny jest widok za oknem i ludzie na ulicy. Inne bloki, kamienice i ogółem  – architektura. Inne knajpki niż u mnie, ulice, parki, autobusy, a w zimie często i powietrze się różni (#śląski_smog). Tymczasem, wraz ze zmieniającym się środowiskiem, zmienia się też moje nastawienie do życia.

Jadąc pociągiem, z każdą kolejną minutą oddalam się od bieżących problemów, smutków, bolączek. Oczywiście nie zostawiam ich całkiem w domu, nie łudzę się też, że jak nie będę o nich myśleć, to znikną, o nie! Jednak zmiana otoczenia pozwala mi spojrzeć na nie inaczej, z lotu ptaka, nabierając dystansu.

PODRÓŻE KSZTAŁCĄ VS. PODRÓŻE POZWALAJĄ NABRAĆ DYSTANSU

I tak kilka nadchodzących egzaminów lub problemy w pracy nie są już tutaj największą tragedią. Reakcje zaledwie sprzed paru godzin wydają się przesadzone, jakby w obliczu podróży przejmowanie się tym czymś zupełnie straciło sens. Kłótnie, stresy, złe emocje blakną. Okazuje się, że problemy jednak mają swoje rozwiązanie.

I tym są właśnie dla mnie podróże jakiekolwiek – nie tylko i wyłącznie nauką, tym sławetnym „kształceniem”, lecz bardziej nabieraniem dystansu. A ten jak wiadomo najważniejszy, bo jak mówi znane wszystkim przysłowie „Dystans, albo wszyscy zginiemy!”.