ja się dopiero uczę! - zdjęcie z Kafeja w Katowicach

Ja się dopiero uczę!

Czasem mam obawy przed pisaniem niektórych tekstów.  Czytam książki, gazety oraz posty innych blogerów i nierzadko jestem pod ogromnym wrażeniem tego,  jak świetnie potrafią przekazać swoje myśli i wywołać w czytelniku ogromne „wow”. A potem zerkam na moją skromną  twórczość, a wewnętrzny krytyk mówi „No i po co to robisz? Oni napisaliby ten sam tekst dużo lepiej!” i mam ochotę wywalić laptopa przez okno. Problem w tym, że dopuszczając te myśli do głowy, zapominam o jednej, ważnej rzeczy, robiąc sobie kuku. Mianowicie – ja się dopiero uczę!

JA SIĘ DOPIERO UCZĘ

Usłyszałam kiedyś te słowa od koleżanki, co prawda nie w kontekście pisania, lecz innej „artystycznej” dziedziny i od razu trafiły głęboko do serducha. Bo przecież to 100% prawda, że ja się dopiero uczę i to, co napiszę, nie musi być idealne. Ba! To nawet byłoby dziwne, jakbym pisała idealnie! Tak więc, czego ja w ogóle oczekuję? I czemu porównuję swoje początki do osiągnięć osób, które siedzą w tym często kilkanaście lat? I nierzadko to pisanie jest dla nich już pracą?

INNE PRIORYTETY

„No dobra, ale Ty przecież tego bloga piszesz już któryś rok i nadal nie jest dobrze!” – podpowiada znów wewnętrzny krytyk, a ja po raz kolejny próbuję go spacyfikować. Bo prawda jest taka, że to, ile lat coś robię, nadal nie jest wiarygodnym wyznacznikiem do porównywania. Jeden się zaprze, że będzie coś ćwiczył codziennie przez dwie godziny, inny ma na to czas tylko w weekendy. Z kolei następna osoba może stwierdzić, że ona dla realizacji marzeń musi zarywać nocki i może działać dopiero, jak dziecko śpi. I każde z nas może powiedzieć, że już przecież stara się od kilku lat, a efektów dalej nie widać.

Dlatego też uważam, że lepsze jest tutaj zapytanie ile tak naprawdę poświęciłem na to czasu i uczciwa odpowiedź, wraz z uwzględnieniem tego, że każdy uczy się w swoim tempie. No i oczywiście mamy też różne priorytety – przyznaję bez bicia, że w ostatnich latach moimi zdecydowanie zbyt często nie były to te właściwe, związane z pisaniem.

POCZĄTKI AMATORA

Patrząc na efekty uzyskane przez najlepszych, łatwo się porównuje. W końcu oni są tacy świetni, a ja przy nich? Szkoda gadać! Tylko wiesz co? Weź pod uwagę, że za tym, co widzisz teraz, kryje się wiele lat godzin doświadczenia i jeszcze więcej wcześniej popełnionych błędów. Nieudanych tekstów w koszu. Prześwietlonych, źle wykadrowanych zdjęć. Makijaży zmywanych po kilku minutach od ich wykonania. Grafik pogrzebanych na samym dnie portfolio. Produktów, których nikt nie chciał kupić. I tak można wymieniać godzinami! Jednakże nie to jest tutaj ważne, lecz zaakceptowanie tego, że „ja się dopiero uczę”. Paradoksalnie, tak – tego podejścia też się dopiero uczę.

RÓB COŚ DOBRZE, ALBO NIE RÓB WCALE?

Za dzieciaka nieraz zdarzało mi się usłyszeć „Albo robisz coś porządnie albo nie robisz wcale”. I choć odnosiło się to bardziej do tego, żeby się starać i nie robić rzeczy byle jak, to jednak  w mojej głowie przeskoczyło to w „albo robisz coś dobrze, albo nie robisz wcale”. Brzmi pięknie. Problem w tym, że niewiele da się zrobić dobrze od razu, bez popełniania błędów.

JA SIĘ DOPIERO UCZĘ, A PRZED SUKCESEM KROCZY MNÓSTWO PORAŻEK

Zanim nauczysz się grać na pianinie, będziesz przez długie godziny maltretował uszy pozostałych domowników, raz po raz starając się nacisnąć właściwy klawisz. Ucząc się rysowania, malowania itd. Twoje obrazy przez długi czas będą przypominać bohomazy. Rzadko kiedy uda się zrobić idealne zdjęcie, trzymając aparat w dłoni od dziesięciu minut. Pierwszymi artystycznymi makijażami pewnie też nie zachwycisz profesjonalnych wizażystów. I tak można wymieniać i wymieniać. Dlatego właśnie tak ważne w chwilach porażki jest dla mnie wbijanie sobie do głowy , że „ja się dopiero uczę” i zduszanie tego wewnętrznego krytyka w trymiga. Bo jasne – chciałabym pisać świetne teksty! Jednak do tego potrzebuję napisać mnóstwo nieświetnych. I tyle.

NAUKA POPEŁNIANIA BŁĘDÓW

Większość uczniów wychodzi ze szkoły z przekonaniem, że błędy to coś złego, czego powinno się za wszelką cenę unikać. Tymczasem, później okazuje się, że wcale nie, bo to właśnie dzięki nim idziemy dalej.  I cóż – często te porażki są bolesne, ale i konieczne. Pozostaje akceptacja i pocieszenie, że dopiero się uczę i nie wszystko musi wyjść idealnie.

JA SIĘ DOPIERO UCZĘ! – PODSUMOWANIE

Tym postem chciałabym pomóc wszystkim, którzy tak jak ja, zmagają się z wewnętrznym krytykiem. Nie pozwólmy mu sabotować naszych działań i podśmiechiwać się pod nosem, że „znowu w życiu Ci nie wyszło”, a ktoś inny zrobiłby to miliard razy lepiej. Weźmy pod uwagę, że mamy inne priorytety. Dajmy sobie czas na naukę i nie oczekujmy od razu rewelacyjnych efektów. Wyciągajmy lekcje z porażek i spróbujmy zaakceptować nieidealne.

W kilku słowach: bądźmy dla siebie dobrzy.