5 refleksji po przeczytaniu biografii Michelle Obamy

Ostatnio zachwycałam się tutaj pewną książką, która bardzo poszerzyła moje horyzonty. Pozwoliła mi ona dowiedzieć się więcej o roli Pierwszej Damy w państwie i uświadomić sobie z czym muszą borykać się żony ważnych, światowych przywódców. Mowa oczywiście o biografii Michelle Obamy „Becoming. Moja historia”, zrecenzowanej już tutaj. Jednak nie zamierzam jej tutaj polecać kolejny raz, lecz podzielić się kilkoma refleksjami, które wpadły mi do głowy po jej przeczytaniu. Enjoy!

5 REFLEKSJI PO PRZECZYTANIU BIOGRAFII MICHELLE OBAMY 

1. PODWÓJNE STANDARDY MAJĄ SIĘ DOBRZE

Biografia Michelle Obamy ponownie przypomniała mi, że podwójne standardy względem kobiet i mężczyzn we współczesnym świecie mają się dobrze.  Widać to choćby w ubiorze. Przykładowo, Michelle Obama podkreślała, że dla Baracka największym modowym dylematem było założenie krawata i marynarki. Natomiast za jej wizerunek odpowiadały trzy specjalistki: od ubioru, makijażu i fryzury. Wszystko to musiało być dobrane tak, aby nie wywołać kontrowersji, nie urazić przedstawicieli innych państw w delegacji, stosowanie do okazji itp.

Strasznie mnie te podwójne standardy smucą – widać, że jeszcze wiele czasu musi minąć, żeby kobiety nie były poddawane presji piękna za wszelką cenę. Bo, o ile Pierwsza Dama miała pod tym kątem do dyspozycji cały sztab specjalistów, to przeciętna kobieta, które chce piąć się po szczeblach kariery np. w jakiejś korporacji już nie ma takiego przywileju. Wówczas tym wszystkim (profesjonalny makijaż, zadbane dłonie, piękne paznokcie, odpowiednio dobrana biżuteria oraz ubrania) będzie musiała się zająć sama. I nie muszę chyba wspominać, że to kosztuje nie tylko wiele pieniędzy, ale i czasu.

2. WIELKIE ZNACZENIE EDUKACJI

W biografii Michelle Obamy czarno na białym widać, jak ogromną rolę w życiu człowieka odgrywa edukacja. Jako dziecko uczęszczała do klasy dla uzdolnionych, a później do jednego z lepszych liceów w Chicago, dzięki czemu dostała się na Princeton i Harvard, mimo, że nie pochodziła z zamożnej rodziny. I to właśnie dzięki nauce osiągnęła tak wiele.

Poza tym zapadły mi w pamięć jej słowa, o tym, jak w drugiej klasie podstawówki trafiła na niekompetentną nauczycielkę. Wówczas tylko dzięki interwencji mamy, przeniesiono ją do innej klasy. Później wielokrotnie wspominała jeszcze tamte dzieci, które, choć wcale nie były mnie zdolne, to jednak zostały w klasie ze złą nauczycielką. I tak mnie ciekawi – czy tamte dzieci osiągnęły równie wiele? Ile z nich zniechęciło się do nauki, a ile starało się uczyć mimo tego?

3. BYCIE PIERWSZĄ DAMĄ? NIE, DZIĘKUJĘ

Teoretycznie wydaje się, że bycie Pierwszą Damą to całkiem ciekawa rola, prawda?  W końcu nie musisz się przejmować wydatkami, masz realny wpływ na głowę państwa, podróżujesz i poznajesz wiele nowych osób. Jednak rzeczywistość wcale nie jest taka różowa.

Po pierwsze: bezpieczeństwo. Wszędzie towarzyszą Ci agenci z Secret Service i nie możesz nawet ot tak iść na zakupy do najbliższego supermarketu. Co więcej, wyjścia Pierwszej Damy, nawet na randkę ze swoim mężem, to skomplikowane przedsięwzięcia logistyczne, przez które pewne ulice mogą zostać wyłączone z ruchu, a inni ludzie wyproszeni z, wybranej przez nich, restauracji. Po drugie: musisz uważać na każdym kroku. Twój ubiór, fryzura, mimika będą oceniane, słowa mogą zostać wyciągnięte z kontekstu, a portale plotkarskie nie śpią.

Dlatego też, choć już wcześniej byłam zdania, że raczej nie chciałabym zostać Pierwszą Damą ani prezydentką, to jednak po lekturze „Becoming. Moja historia” uświadomiłam sobie, że to dużo bardziej niewdzięczna robota, niż mogłaby się wydawać.  I zdecydowanie nie dla mnie.Biografia Michelle Obamy - recenzja.jpeg

4. CZY FAJNIE BYĆ CÓRKĄ PREZYDENTA?

Bycie Pierwszą Damą jest trudne, ale córką prezydenta także! Oczywiście ma to swoje plusy jak np. możliwość uczęszczania do najlepszych szkół i brak problemów finansowych, ale moim zdaniem, jest z tym dużo więcej problemów aniżeli korzyści. Nie możesz spontanicznie wybrać się do koleżanki w odwiedziny, czy też iść po szkole na lody ze znajomymi, bo wszędzie musi towarzyszyć ci obstawa. Poza tym, wydaje mi się, ze tak naprawdę nigdy do końca nie wiesz, czy ktoś lubi Cię naprawdę, za to kim jesteś, czy też chce mieć z tego jakieś korzyści i trudniej komuś zaufać. Ba! Nawet w mediach społecznościowych musisz uważać, bo nigdy nie wiesz, czy ktoś nie użyje tego przeciwko Tobie! Nie mówiąc już o tym, że gdy jesteś nastolatką, to możliwości „nastoletniego buntu” też masz ograniczone. Ja podziękuję!

Oczywiście dziecko nie ma wpływu, na to, kim są jego rodzice, dlatego tez tym bardziej doceniam, że jestem tylko zwyczajną Dominiką. I mocno trzymam kciuki za prezydenckie dziewczyny i ich przyszłe sukcesy!

5. ZNACZENIE OPTYMIZMU

W „Becoming. Moja historia” Michelle podkreśliła ogromne znaczenie optymizmu w jej życiu. I jak się nas tym głębiej zastanawiam, to zdecydowanie ma rację, bo bez optymizmu i wiary w to, że będzie dobrze, Państwo Obama raczej nie zaszliby tak daleko. Jak wyobraziłam sobie siebie na tym miejscu, to aż mnie ciarki przeszły! Z moim podejściem chyba musiałabym być pod stałą kontrolę psychologa, żeby dać sobie radę z tą odpowiedzialnością i stresem.

Jednocześnie uświadomiłam sobie, że powinnam coś z tym zrobić, bo kto wie? Może przez właśnie takie pesymistyczne podejście, tak naprawdę mocno się ograniczam? I z optymizmem mogłabym osiągnąć więcej?

5 REFLEKSJI PO PRZECZYTANIU BIOGRAFII MICHELLE OBAMY – PODSUMOWANIE

Zaczynając czytać „Becoming. Moja historia” nie spodziewałam się, że wyciągnę z niej tak wiele inspiracji! Tymczasem, poznając drogę Michelle Obamy, niespodziewanie znalazłam w jej biografii wiele wskazówek dla siebie, właśnie odnośnie optymizmu, wdzięczności, znaczenia edukacji , poszukiwania własnej ścieżki i po prostu „stawania się” sobą. Powyżej podzieliłam się kilkoma refleksami w związku z tym. I teraz ciekawi mnie, czy czytając ten wpis, wpadło Wam do głowy coś jeszcze? Jeśli tak – dajcie znać!