Lubię moje problemy. Po przeczytaniu tego zdania pewnie już zastanawiasz się, czy u mnie wszystko dobrze. I czym przypadkiem nie spadłam ostatnio gdzieś z naprawdę wysokich schodów. „Bo przecież jak można lubić problemy?!” – myślisz. W końcu to nie żadne naleśniki z czekoladą czy lody żeby je lubić, lecz coś, co przeważnie przeszkadza, czego próbujemy się pozbyć lub w ogólne uniknąć. Jednak ja tam dalej obstaję przy swoim i choć ostatnio dopadło mnie choróbsko, to daję słowo, że nie miało żadnego wpływu na ten pogląd. Bo… lubię moje problemy!
SKUTEK MOICH WYBORÓW
Wiadomo – nie wszystkie problemy to skutek naszych wyborów i nie na wszystko mamy wpływ. Spora część problemów to skutek naszych wyborów. Olewałam dentystę przez kilka lat i teraz muszę zapłacić majątek za leczenie zębów. Ale to moje wybory do tego doprowadziły i do nikogo innego nie mogę mieć pretensji. Zresztą – po co w ogóle mieć pretensje? Lepiej wyciągnąć z tego wnioski i nauczyć się czegoś. Można powiedzieć wręcz, że te problemy to taka nauka, a naukę to ja całkiem lubię!
DZIĘKI POKONYWANIU PROBLEMÓW ROZWIJA SIĘ ŚWIAT…
Świat bez problemów, przeszkód, wyzwań byłby smutny. I śmiertelnie nudny! Nie mówiąc już o tym, że bez problemów pewnie dalej tkwilibyśmy w epoce kamienia łupanego. W końcu przeważnie jak coś jest dobre, to niekoniecznie chce nam się szukać lepszych rozwiązań. Dopiero lenistwo, frustracja, ciekawość świata jest taką iskierką, która motywuje do działania.
…I ROZWIJAM SIĘ JA
Dzięki pokonywaniu kolejnych problemów również ja staję się lepsza. Poszerzam swoją wiedzę, umiejętności, zdobywam nowe kompetencje. Uczę się nie poddawać, gdy coś nie wychodzi i ogółem radzić sobie emocjonalnie z porażkami. Ot, rozwijam się. Każdy kolejny rozwiązany problem pokazuje pewną ścieżkę, schemat działania, który później dołącza do całej „bazy”. I tak, z czasem, to co kiedyś wydawało się wyzwaniem nie do pokonania, teraz jest już dużo mniej przerażające, praktycznie – bułka z masłem.
NIE ZAMIENIŁABYM SIĘ PROBLEMAMI Z INNYMI
Jednak głównym powodem, dla których mogę powiedzieć, że lubię moje problemy, jest to, że są… moje. Od małego dzięki nim się rozwijałam, więc znam swoje zasoby, mocne i słabe strony. Wiem, z czego mogę skorzystać i na czyją pomoc liczyć. Widzę wzorce i na podstawie problemów z przyszłości jestem w stanie pokonać te obecne. Stawiam kroki w swoim tempie. Potrafię określić, ile sił muszę rozdysponować na poszczególne, mniejsze i większe trudności. Dlatego też nie zamieniłabym się problemami z nikim innym.
Bo choć czasem wydaje się, że życie innych jest jak z bajki, łatwe, proste i przyjemne, to trzeba wziąć po uwagę to, że jako poboczni obserwatorzy, nie wiemy wszystkiego. Poza tym na świat przychodzimy w różnych rodzinach, z różnym kapitałem społecznym, ekonomicznym, z innymi charakterami, pasjami, zdrowiem, predyspozycjami. I to, co dla niektórych będzie pestką, dla mnie może być szczytem góry lodowej. I vice versa.
LUBIĘ MOJE PROBLEMY – PODSUMOWANIE
Dlatego właśnie mogę powiedzieć, że lubię moje problemy. Jedne są łatwiejsze do pokonania, inne gorsze, ale zawsze w jakiś sposób rozwijają, dając przy tym satysfakcję z pokonanych szczytów. No i przynajmniej już wiem, jakich wyborów mam absolutnie nie dokonywać w przyszłości!
A Ty? Jakie masz podejście do problemów? Tratujesz je jak przeszkody czy wyzwania? Lubisz czy chcesz żeby zniknęły jak najszybciej? Daj znać w komentarzu!


Wiesz, jak podczas treningu mam ćwiczenia których nie lubię, jak mantrę powtarzam… lubię to ćwiczenie, lubię to ćwiczenie;))) I o to chyba chodzi.
Masz rację, gdyby nie problemy które przychodzi nam pokonywać w życiu, nie nauczylibyśmy się połowy rzeczy…ech, ja chyba też zacznę mówić, że lubię swoje problemy;)
pozdrawiam serdecznie znad filiżanki kawy 🙂
W sumie teraz po tym jak przeczytałam tego posta, też chyba polubiłam swoje problemy 😉 A co do rozwoju, to kiedyś gdzieś przeczytałam, że jeśli „będziesz iść przez życie jak przez lekcję, na której możesz czegoś się nauczyć – to na pewno tak będzie”.
Powiem tak: nie jest tak, że nie lubię swoich problemów w ogóle. Bo uważam, że dużo może rozwijać, dużo pcha nas do przodu, nawet jak jest bardzo ciężko. Czasami jednak ilość problemów absolutnie przerasta, a szczególnie niemożność ich rozwiązania.