Nie mów mi, że „jakoś to będzie”

Czasem każdemu z nas przytrafiają się chwile smutku, przygnębienia. To jakieś plany się posypały, to egzamin niezdany, to w pracy nie poszło lub po prostu martwimy się, co będzie dalej. Jak mamy szczęście do fajnych ludzi obok, to bliscy próbują nas wtedy pocieszać i wesprzeć dobrym słowem. Jednak pomimo najlepszych chęci, mało kto umie to zrobić naprawdę umiejętnie. I kończy się na „nie martw się, jakoś to będzie”.

NIE CHCEMY, ŻEBY BYŁO TYLKO „JAKOŚ”

Sama często się na tym łapię. Trudna prezentacja, obrona, poszukiwania pracy, zmiana miejsca zamieszkania, kryzysowe chwile i już mówię sobie, że jakoś to będzie. Problem w tym, że często nasze zmartwienia często wynikają właśnie z tego, że nie chcemy żeby było tylko „jakoś”.  Pragniemy, żeby było dobrze, najlepiej, fantastycznie, świetnie itd. Podobnie jak na basenie czy w morzu – chcemy swobodnie pływać, czerpać z tego radość, a nie jedynie się tam nie utopić.

„JAKOŚ TO BĘDZIE” A PERFEKCJONIZM

Z drugiej strony ktoś mógłby powiedzieć, że przecież nie zawsze wszystko musi być najlepsze, idealne, perfekcyjne. Czasem to przeciętne, wystarczająco dobre też jest okej! I jasne, nie zaprzeczam, skłonność do perfekcjonizmu potrafi być niezłą zmorą. Jednak przeważnie, gdy coś może być tylko przeciętne, to wcale się tym nie zamartwiamy, natomiast gdy nam mocno zależy – już tak. W końcu, posługując się najbardziej błahym przykładem, inaczej patrzysz na przygotowywanie się do egzaminów, gdy chcesz utrzymać stypendium w kolejnym roku, a inaczej gdy chcesz tylko zdać i to jeszcze z niezbyt lubianego przedmiotu, prawda? I wówczas „jakoś” już nie zadowala.

„JAKOŚ TO BĘDZIE” A ZWIĄZKI

Podobnie jest związkach. Bo choć ciężko oczekiwać fajerferków 24/7, to jednak na samym „jakoś” raczej trudno stworzyć szczęśliwą, satysfakcjonującą relację, pełną miłości i namiętności.  I to jeszcze taką, która będzie trwać nie tylko w wakacje, nie rok / dwa, lecz całe lata. Nic dziwnego – każdy dąży do lepszego: finansowo, zawodowo, hobbystycznie, związkowo itd. Wówczas „jakoś” to po prostu za mało.

„JAKOŚ TO BĘDZIE” A BIERNOŚĆ

Jednak to „jakoś” można przełożyć nie tylko na problemy, lecz i ogólne podejście do życia. Zdarza się, że nienawidzimy pracy, ale nie szukamy alternatyw – w końcu jakoś czas leci. Małżeństwo, dzieci, kiedy nie mamy żadnych oszczędności, warunków, wsparcia w rodzinie, whatever? E tam, jakoś to będzie! Co więcej – nie chodzimy na wybory, bo sądzimy, że i tak to nic nie zmieni. „Nieważnie kto będzie rządził – jakoś to będzie” – myślimy. Czytając obecnie ciekawa książkę o I wojnie światowej podpowiem, że oni też myśleli, że z wojną nie będzie aż tak źle. Natomiast jak wyszło, to już wszyscy wiemy. W końcu jedząc jeden posiłek dziennie też jest „jakoś”.

NIE MÓW MI, ŻE „JAKOŚ TO BĘDZIE” – PODSUMOWANIE

Mój znajomy kupił sobie ostatnio hulajnogę elektryczną, gdzie w czeskiej wersji instrukcji do niej, jest napisane „używać z rozumem”. I myślę, że podobnie trzeba podejść też do „jakoś to będzie”. Dlatego właśnie warto uważać z pocieszaniem tym zwrotem znajomych, bo kiedy komuś mocno zależy, to on wcale nie chce tego „jakoś”  i to raczej nie pociesza. Podobnie w związkach, gdy ten zwrot też raczej nie jest zbyt pozytywny. Z kolei interpretując to w kontekście bierności społecznej, tak tylko przypomnę, że  –  „jakoś” zbyt rzadko do tej pory znaczyło „dobrze”.