be nice or leave - scrollowanie w kawiarnii

Nie podoba Ci się to, co czytasz? To przestań czytać.

Jak chyba każdy, chodząc do szkoły spotykałam nauczycieli mniej lub bardziej kompetentnych. Jednym z tych słabszych (choć sympatycznych) był nauczyciel, którego główną zasadą było „be nice or leave”, wypisane wielkimi literami na ścianie klasy. Wtedy bardzo mnie to bawiło – raz, że mamy obowiązek nauki do 18 r. życia, a dwa, że przecież jakby ktoś opuścił klasę i sobie zrobił coś złego, to odpowiedzialność karna spoczywa na nauczycielu. Wówczas były to dla mnie tylko puste słowa. A teraz? Teraz widząc niektóre treści i hejterskie komentarze na profilach innych w internetach  sama w myślach powtarzam  „be nice or leave”.

„BE NICE OR LEAVE” W ŚWIECIE REALNYM

Zacznijmy od początku: poznajesz kogoś w „realu”, zaczynacie rozmawiać ze sobą i okazuje się, że Wasze poglądy są sprzeczne. Jeden popiera partę X, drugi partę Y. Jedna jest za legalizacją związków homoseksualnych, drugi przeciw, jeden pro-choice, drugi pro-life  itd. itp. Jednym słowem:  różnicie się wszystkim. Raczej nie wykrzykujesz wtedy na pół ulicy, że jest durniem, mordercą itd., prawda? Zamiast tego albo kulturalnie dyskutujesz, próbując przekonać do swoich racji albo po prostu każdy idzie w swoją stronę, nie spotykając się więcej. I tyle.

ZA EKRANEM SIEDZI ŻYWA OSOBA

Z kolei przeglądając internety, mam wrażenie, że dla niektórych ten czerwony krzyżyk w górnym prawym rogu lub przycisk „cofnij” na smartfonie są chyba niewidzialne. Pod artykułami niektórych filmików na yt i zdjęć w mediach społecznościowych  czasem aż roi się od niewybrednych komentarzy, które niczego nie wnoszą, poza przesyłaniem nienawiści dalej. Co więcej, na ulicy nikt nie powie obcej osobie „wyglądasz obrzydliwie z nieogolonymi nogami” –w  internetach już tak. Zupełnie jakby Ci ludzie zapomnieli, że tam, za tym ekranem siedzi żywa osoba, która też czuje, cierpi, przeżywa.

CO OBEJRZEĆ, CO PRZECZYTAĆ? TO TWÓJ WYBÓR

Tymczasem, przecież w wirtualu to my wybieramy treści, które oglądamy! Jeżeli coś nam się nie podoba, to przecież wystarczy tylko kliknąć „wyjdź”, „przestań obserwować”. I już – nie wspieramy dłużej tych treści, nie płacimy swoją uwagą i czasem. Po co w takim razie czytać coś, co wywołuje w nas takie emocje, że nie umiemy się powstrzymać przed napisaniem „idiota” w komentarzu? Po co psuć sobie dzień i rozpętywać burze? Serio, wyzwiskami jeszcze nikt nikogo nie przekonał do swojego zdania. Wręcz przeciwnie – im bardziej niemiłym jest się dla kogoś, tym większe jest prawdopodobieństwo, że ten jeszcze bardziej utwierdzi się w swoim zdaniu. Ot, włączy mechanizm walki i skupi się na samoobronie za wszelką cenę.

„CZY NIE WOLNO JUŻ NICZEGO SKRYTYKOWAĆ?!”

Oczywiście w „be nice or leave” absolutnie nie chodzi o to żeby lizać sobie tyłki w kółku wzajemnej adoracji. Wiadomo – krytyka (konstruktywna!) jest potrzeba, żeby nie stać w miejscu i dostrzec, że coś jest nie tak, wprowadzić zmiany. Jednak żeby cokolwiek osiągnąć trzeba wyrażać ją w kulturalny sposób. Tak wypadałoby przynajmniej bez wyzwisk i poniżania, za to z obiektywnymi argumentami. W przeciwnym razie, jak napisałam już wyżej, włączymy tylko mechanizm walki i na przekór obrażającemu rozmówcy, bronienia swoich poglądów, aby wygrać dyskusję.

I nici z porozumienia.

BE NICE OR LEAVE – PODSUMOWANIE

W świecie realnym nie obrażamy naszych znajomych (lub nawet nieznajomych na ulicy). Ot, jeśli za bardzo się nie zgadzamy i zbyt ciężko dojść do porozumienia, to po prostu nie utrzymujemy ze sobą kontaktów. Dlaczego więc w „wirtualu” to tak nie działa? W końcu jeżeli ktoś nikogo nie krzywdzi, to ma prawo do swojej opinii. Tak więc jak komuś się nie podoba, to wystarczy tego nie czytać: zamknąć kartę, wyjść z aplikacji i tyle. Nic trudnego  – po prostu „be nice or leave”.


Zdjęcie tytułowe: https://stocksnap.io/photo/ULVISG5NY0