O Instagramie na smutno

Moja relacja z Instagramem nigdy nie była prosta. Na początku wydawało mi się, że to bezsensowne narzędzie, z którego ciężko wyciągnąć coś wartościowego. Później, po dokładnej selekcji obserwowanych kont, zachłysnęłam się rozwijającymi storiskami i inspirującymi postami, o czym pisałam już tutaj -> o tym, jak instagram zmienia świat. A teraz? Teraz, zwłaszcza gdy zmęczona wracam po pracy, widzę, jak wiele czasu tam spędzam. I choć nie jest to czas zmarnowany, bo wiele się wtedy uczę, to jednak równie dobrze mogłabym wtedy zajmować się tworzeniem czegoś nowego na własny rachunek. I to mnie właśnie smuci.

ODPOCZYNEK PO PRACY?

Kiedy wracam z pracy, zazwyczaj jestem zmęczona. Wówczas jedyne czego chcę, to zjedzenie pysznego obiadu, obejrzenie najnowszego odcinka serialu z Lubym  i chwila na „interneting”, czyli sprawdzenie, co tam piszczy w sieci. Zaglądam na Bloglovin i czytam nowe posty ulubionych blogerów, sprawdzam powiadomienia z Fejsa i Twittera, przeglądam wiadomości – ot, taka prasówka. Na końcu zaglądam jeszcze na Instagrama, tylko na krótką chwilkę, tylko na parę minut. I przepadam na długie godziny. No dobra – aż tak źle nie jest, ale i tak zajmuje mi to więcej czasu, niż chciałabym na to przeznaczyć. Żeby było śmieszniej –mówię, że wtedy odpoczywam, choć przecież takie siedzenie przed ekranem komputera też w pewien sposób męczy, nawet z filtrem światła niebieskiego.

SCROLLOWANIE INSTAGRAMA – BO TO PRZECIEŻ WARTOŚCIOWE TREŚCI

To wszystko dlatego, że w Instagrama bardzo łatwo „wpaść”. Storiski przewijają się same, sporo opisów jest krótkich, a nawet te dłuższe zazwyczaj nie są specjalnie wymagające. Do tego przecież zawsze można usprawiedliwiać się, że to przecież wartościowe treści. Tak więc wcale nie marnuję w ten sposób czasu.

I z jednej strony to prawda – tylko w ostatnich dniach na stories słuchałam o różnicach w traktowaniu kobiet i mężczyzn w biznesie. Poza tym przyswajałam też codzienne wiadomości wiadomości o świecie z Działu Zagranicznego. Jednak ten medal ma dwie strony, bo przecież w tym czasie mogłam zrobić tyle różnych rzeczy, które byłyby dla mnie lepsze! Iść na rower, zagrać z chłopakiem w scrabble, posprzątać w kuchni lub po prostu się zdrzemnąć – to tylko pierwsze przykłady, które przyszły mi do głowy.

DAWNIEJ MARNOWALIśmy CZAS PRZED TELEWIZOREM. TERAZ MAMY INSTAGRAM.

Dlaczego więc tego nie zrobisz? Jak ten Instagram jest taki zły i tak Ci przeszkadza, to odinstaluj go  albo ustaw sobie limit czasu spędzanego na niej. I problem z głowy! Problem w tym, że wbrew przewrotnemu tytułowi, tutaj wcale nie o Instagrama chodzi, lecz o… lenistwo i słodkie nicnierobienie. Bo przecież gdy wracamy z pracy albo po prostu przez dłuższy czas nasz mózg działa na wyższych obrotach, to musimy się jakoś „odmóżdżyć”. Wówczas nawet bez Insta w telefonie zajmiemy się czymś niewymagającym. Ot, kiedyś ludzie marnowali czas po pracy przy telewizorze. Teraz mamy Instagram. I to jest okej! W końcu nie da się być produktywnym na najwyższym poziomie przez 24/7. Ten czas na regeneracje, błądzenie myślami, niewymagające rozrywki też musi być.

O INSTAGRAMIE NA SMUTNO – PODSUMOWANIE

A Instagram? Cóż, fajnie się na niego zrzuca odpowiedzialność za swoje lenistwo. Jednak to tylko narzędzie i to my nad nimi panujemy – to nasza ręka scrolluje dalej lub po prostu nie klika „cofnij”, wychodząc z apki. Poza tym dobrze byłoby przyjąć do wiadomości, że to lenistwo jest nam potrzebne. I smutne może tu być co najwyżej to, że przy okazji uświadamiasz sobie ograniczenie własnych mocy przerobowych. Ewentualnie, że priorytety wyglądają nie do końca tak, jak nam się wydawało.

I właśnie tym sposobem, z posta o Instagramie na smutno, wyszedł post nie całkiem o Instagramie i nie całkiem na smutno. Voilà!