Bo nie zawsze musi być ambitnie i rozwojowo.

Czasem obserwując mój skrawek  internetów  mam wrażenie, że wszystko musi być na swój sposób rozwojowe. Jak książki to ambitne albo poradniki, których przeczytanie zmienia życie. Jak filmy, to te z wyższej półki. Posty na bloga? Tylko z maksymalnie merytoryczną treścią, samym „mięsem”. A ja tak sobie myślę, że… przecież nie wszystko musi być ambitne i rozwojowe!

27 ŚMIERCI TOBY’EGO OBEDA

Czytam właśnie książkę „27 śmierci Toby’ego Obeda”, która opowiada o tym, co Kanada zrobiła jej rdzennym mieszkańcom. Jak można się domyślić – uczyniono im (zwłaszcza ze strony kościoła katolickiego!)wiele złego. Tak więc jest smutno, mocno i na tyle wstrząsająco, że czytając aż chce się płakać. Nie da się ukryć – to ważna książka, która daje mocno do myślenia. Jednak czy byłabym w stanie czytać tylko i wyłącznie takie? Wątpię – z czasem zapewne albo zapłakałabym się na śmierć albo zobojętniałabym i straciła wrażliwość na ludzką krzywdę. Ot, dlatego kluczem jest balans.

RÓWNOWAGA MUSI BYĆ

Czasem masz ochotę nauczyć się czegoś nowego, więc z przyjemnością wertujesz różne poradniki na dany temat. Podglądasz osoby, które w tym czymś są świetne, czerpiesz z ich doświadczenia, inspirujesz się. Innym razem jakiś film uświadamia Cię o ważnym społecznym problemie i godzinami przegadujesz ten temat ze znajomymi. Nie chcąc tracić czasu, robisz obiad słuchasz podcastów o sytuacji na świecie, do pracy wędrujesz z audbiobookiem na słuchawkach i nawet w tle przy porannym make-upie leci coś motywującego.  Jednak czasem zupełnie nie masz na to ochoty. Wracasz padnięty z pracy, może spałeś krócej niż zazwyczaj, a pogoda sprawia, że jeszcze bardziej tęsknisz za łóżkiem? Lub po prostu trafia się taki okres, w którym wszystko, co ambitne i rozwojowe odstrasza? Wówczas pragniesz tylko rzeczy łatwych, prostych i przyjemnych. Ot, taka rzeczywistość.

MÓZG PRZEGRZANY VS. ODPOCZYNEK

Ja się naprawdę nie dziwię, że rekordy oglądalności biją głupawe komedie, a książki bez grama logiki często sprzedają się całkiem dobrze. Ot, te treści nie wymagają myślenia, a kiedy przez cały dzień działasz na pełnych obrotach, to potem już się po prostu nie chce. Zresztą dużo się mówi, aby odpoczywać inaczej, niż pracujesz. Tak więc zacznijmy od tego, że nie zawsze jest w ogóle czas na konsumowanie treści, bo wolisz te cenne minuty przeznaczyć na spacer, odpoczynek na rowerze, basen czy rozmowę z bliskimi. I tak tik-tok, tik-tok, czas spać i tyle.

LUBIĘ „ODMÓŻDŻAJĄCE” TREŚCI – CZY TO ŹLE?

Dlatego właśnie wcale nie wstydzę się tego, że lubię takie lekkie, odmóżdżające rozrywki. Co więcej – lubię też takie tworzyć. Przeplatam je później tutaj z czymś bardziej inspirującym, rozwojowym, lub dającym do myślenia,  bo wiem, że choć ludzie deklarują, że wolą długie, wyczerpujące temat materiały z „samym mięsem”, to zbyt często ląduje to później w zakładce „do przeczytania później”. Tymczasem to „później” nadchodzi… nigdy.Tak więc podsumowując: książki dla licealistek, czasem jakiś romans, filmy z przewidywalnym zakończeniem, artykuły bez głębszego przesłania, prosta rozrywka  i inne lekkie treści –to też jest potrzebne.

Bo nie zawsze musi być ambitnie i rozwojowo.