5 refleksji o podejmowaniu decyzji

„Jak podjąć decyzję? Skąd mam mieć pewność, że ta którą wybiorę, będzie właściwa? I dlaczego podejmowanie decyzji to taka trudna sztuka?” – zastanawiałam się ostatnio, gdy zmieniałam szablon na blogu i chyba wieki trwałam w tym impasie. Tym sposobem wpadło mi do głowy kilka refleksji i jak na pedagoga przystało, standardowo część odnosi się znów do szkoły. Enjoy!

5 REFLEKSJI O PODEJMOWANIU DECYZJI

1. CAŁE ŻYCIE KTOŚ NAM MÓWI, CO MAMY ROBIĆ…

Wiadomo – w przedszkolu jest jeszcze w miarę swobodnie i dzieciaki na swój sposób mogą szaleć i dawać upust swojej kreatywności. W klasach 1-3 już pojawia się więcej zasad i ograniczeń. Później nie jest lepiej, bo po podziale materiału na przedmioty, dalej rozszerzenia w liceum itd., coraz mniej w tym wszystkim naszej decyzyjności. Uczymy się i jesteśmy uczeni tego, czego wymaga od nas podstawa programowa i basta. Oczywiście w domu i na zajęciach pozalekcyjnych tego podejmowania decyzji jest więcej, ale nadal to w szkole spędzamy lwią część naszego czasu. A tam: teraz się ucz, teraz odpoczywaj, teraz nie gadaj, teraz słuchaj, teraz pisz. I jasne – jest to potrzebne, aby szkoła w ogóle mogła funkcjonować. Problem w tym, że szkoła miała nas przygotować do dalszego życia i… oblała.

2. …A POTEM DZIWIMY SIĘ, ŻE NIE MAMY POJĘCIA, CO ZROBIĆ Z ŻYCIEM

Kończymy szkołę i nagle okazuje się, że właściwie to nie mamy pojęcia, co lubimy, czego nie. Nie znamy siebie. Nierzadko nie wiemy, w czym jesteśmy naprawdę dobrzy, a co wymagałoby poprawy. Ot, mamy tylko oceny, mówiące, że matematykę opanowaliśmy na 3, a historię na 4 oraz równie niewiele mówiącą maturę. Tymczasem zegar tyka „tik-tok, tik-tok” i czas płynie. Trzeba wybrać jakieś studia, iść do jakiejś pracy, zdecydować , w którą stronę chcemy kierować naszą przyszłość. A przez drzwi już zagląda…

3. WZORZEC: STUDIA – ŚLUB – DZIECKO

I nagle okazuje się, że to jednak wcale nie było tak, że szkoła odebrała nam zdolność do decyzyjności, bo kiedy ją kończymy i tak zewsząd nadchodzi społeczna presja. Powiesz, że nie chcesz iść na studia? Usłyszysz, że nie znajdziesz dobrej pracy, bo przecież teraz każdy ma studia. Nie chcesz brać ślubu? Babcia się załamie, bo jak to tak żyć na kocią łapę? Nie chcesz dziecka? Eee tam, młoda jesteś, jeszcze Ci się odmieni! I jasne, można mówić, że te wszystkie głosy nic nie znaczą, nie mają na Ciebie wpływu, tylko wiesz co? Jesteśmy istotami społecznymi i czy tego chcemy, czy nie, to przy podejmowaniu decyzji i tak w pewien sposób bierzemy pod uwagę aprobatę innych.

I nagle okazuje się, że wyrwanie z tego powszechnie przyjętego wzorca, podjęcie odmiennych decyzji niż reszta społeczeństwa, wcale nie jest takie łatwe. Zwłaszcza, gdy mamy już nonkonformistyczne przygotowanie ze szkoły.

4. CZY TO NA PEWNO MY PODEJMUJEMY DECYZJE?

To wszystko sprawia, że zastanawiam się, czy nasze podejmowanie decyzji jest w ogóle „nasze”? Ile w nim tego, czego naprawdę my pragniemy, a ile – głosów innych, ich przekonań lub oglądanych reklam? Jak bardzo podporządkowujemy się cudzym oczekiwaniom, nawet tego nie zauważając? I jak wielki wpływ na nasze wybory mają reklamy, oglądane raz, drugi, trzeci? Poza tym, jeżeli już konkretne decyzje są naprawdę nasze, to na ile przemawiają przez nas nawyki, mocno zakorzenione schematy, uczucia tłumione przez lata?

5. BRAK DECYZJI TEŻ JEST DECYZJĄ

I na koniec, last but not least,  rzecz, z którą najtrudniej mi się chyba pogodzić. Mianowicie, że nawet brak decyzji również jest decyzją. Najlepszym przykładem tego, są tutaj wybory. Wówczas rezygnując z głosowania w wyborach („bo przecież polityka mnie nie interesuje„), przyczyniamy się do zwycięstwa partii, którą niekoniecznie popieramy. Tak więc mimo że świadomie nic nie robimy, to i tak ta bierność staje się naszą decyzją.

Creepy.