nie chce mi się

Pokolenie „nie chce mi się”?

„Nie chce mi się” to chyba jedno z najpopularniejszych zdań w naszym kraju.  Praktycznie rzecz biorąc, chyba nie ma tygodnia, żeby nie usłyszeć, choćby przypadkiem, że komuś nie chce się czegoś robić: sprzątać, gotować, uczyć się itp. Zresztą czasem nawet nie trzeba o tym mówić , bo parafrazując znaną reklamę – nasz wyraz twarzy wyraża więcej niż tysiąc słów, co zdarzyło się właśnie tym razem. Wyobraź sobie…

OSTATNIE GODZINY ZAJĘĆ NA UCZELNI

Dochodzi 16:30. W starej, przyciemnionej roletami, sali siedzą zmęczeni studenci. Mnóstwo z nich trzyma w rękach telefon z wyrazem twarzy pt. „nie chce mi się”. Jedni scrollują fejsa, drudzy siedzą na insta, a inni przeglądają strony z kosmetykami i zakupami. Niektórzy rozwiązują krzyżówki, podpierając się rękami, a jeszcze inni piszą wiadomości na komunikatorach. I tak naprawdę jedynie mała garstka patrzy ze skupieniem na prezentację z rzutnika i panią, która o niej opowiada.

MAM DOŚĆ, KIEDY TO SIĘ KOŃCZY?

O, a jak ona opowiada!  Z werwą, z zapałem próbuje przedstawić nam tematykę nowych technologii w edukacji i tym, jak sama złapała tego bakcyla! Widać, że z całych sił stara się nas zaciekawić. Lecz my, studenci, nie słuchamy.  Jedynie udajemy, że słuchamy, czasem zerkniemy na slajd prezentacji. Jednak tak naprawdę, chcemy tylko odsiedzieć swoje – poczekać  do określonej godziny, o której kończą się ćwiczenia i wyjść.

TO TAKIE POKOLENIE – „NIE CHCE MI SIĘ”?

„No tak, widać to takie pokolenie – nic im się nie chce!” – mógłby pomyśleć ktoś. Jednak czy na pewno tak właśnie jest? Czy naprawdę młodzi stali się tacy leniwi?  Niekoniecznie! Patrząc z boku, łatwo narzeka się na znudzoną, wiecznie wpatrzoną w ekrany smartfonów, młodzież, wspominając o „starych, dobrych czasach” (które, swoją drogą takie dobre wcale nie były).  Jednak zapominamy przy tym o kilku ważnych rzeczach. O czym mowa? O przebodźcowaniu i motywacji.

O PRZEBODŹCOWANIU SŁÓW KILKA

Przebodźcowanie to coś, z czym wszyscy musimy się mierzyć. Codziennie dociera do nas taka ilość informacji, z jaką nasi pradziadkowie stykali się pewnie przez całe życie. Zewsząd atakują nas reklamy – wielkie / migające / głośne / z chwytliwym dżinglem /  w formie video – do wyboru do koloru. Często żeby zabić czas np. na nudnym wykładzie, scrollujemy internety, również mimowolnie przyswajając kolejne dane. Mieszkając w większym mieście, non stop słyszymy hałas samochodów, mijamy mnóstwo ludzi po drodze i czytamy napisy na bilboardach, przyciągających nasza uwagę na tysiąc różnych sposobów.  Krótko mówiąc: jesteśmy przebodźcowani. Musimy non stop oddzielać rzeczy istotne od mniej istotnych, co też nie jest takie proste, gdy tych bodźców jest całe mnóstwo. Dlatego też uważam, że to wypisane na studenckich twarzach „nie chce mi się”, wcale nie jest oznaką naszego lenistwa, lecz po prostu zmęczenia. Tyle i aż tyle.

MOTYWACJA? GŁÓWNIE ZEWNĘTRZNA

Często w szkole dostawaliśmy zawoalowany komunikat „uczycie się dla ocen”. Brak pracy domowej skutkował minusem. Jedynka ze sprawdzianu mogła przyczynić się do kary w domu. To, że większość lektur wcale nie ciekawi dzieci, system edukacji ma nie powiem gdzie. Tym sposobem przeszliśmy od uczenia się z własnej chęci, do uczenia się, bo trzeba zdać egzamin i postawiliśmy na motywację zewnętrzną. Dlatego też ja się wcale nie dziwię, że studenci nie słuchali, bo mimo, że pani mówiła  fajnie, to jednak treść jej prezentacji wykraczała poza przedmiot i na pewno nie będzie tego na zaliczeniu. A jak się już nauczyliśmy przez te wszystkie lata edukacji, skoro tego nie będzie, to można nie słuchać bez konsekwencji – ot, skutki polegania głównie na motywacji zewnętrznej.

„NIE CHCE MI SIĘ”? – NIEKONIECZNIE!

Z jednej strony słyszy się wiele o pracodawcach narzekających na obecne pokolenie. Twierdzą, że młodzi nie chcą zostawać po godzinach, poświęcać się czy też pracować z weekendy. Z kolei w szkołach zdarza się narzekanie, że uczniowie nie chcą brać udziału w konkursach, angażować się w życie szkoły, tworzyć akademii itp. Jednak czy to naprawdę znaczy, że nic im się nie chce? Wcale nie! Młodzi potrafią stworzyć naprawdę fajne inicjatywy – wystarczy, że na czymś im naprawdę zależy. Fundacja „Mamy Głos”, filmik popierający strajk nauczycieli „Uczniowie Nauczycielom”, projekty w ramach Zwolnionych z Teorii, własne kanały na yt promujące jakąś ideę – to tylko kilka przykładów na to, że młodym się chce!

POKOLENIE „NIE CHCE MI SIĘ”? – podsumowanie

Dlatego właśnie myślę, że to wcale nie jest tak, że studenci i obecnie młodzi ludzie to takie pokolenie „nie chce mi się”. Oni po prostu dopasowują się do otaczającego ich świata. Reagują na bodźce, robią to, czego się od nich wymaga, a potem zajmują się tym, co ich naprawdę interesuje. I wiecie co? Nierzadko wychodzą im z tego naprawdę fajne rzeczy!


Zdjęcie tytułowe: https://stocksnap.io/photo/MUNOSYPCN5