twój problem to żaden problem

Twój problem to żaden problem!

Miałeś kiedyś problem, z którym nie umiałeś sobie poradzić? Założę się, że tak! I dam głowę, że gdy marudziłeś o tym problemie, to pewnie w otoczeniu znalazł się ktoś, kto próbował to umniejszać.

„Przejmujesz się złą oceną? Daj spokój, to tylko ocena, skończysz szkołę, to zaczną się prawdziwe problemy! Matura? Matura to pikuś, poczekaj na sesję! Ciężko Ci na studiach? Studia to przy prawdziwym życiu sielanka, czekaj, aż zaczniesz pracować! Jesteś zmęczona? Masz problemy w związku? Jak będziesz mieć dzieci, to wtedy się zacznie!” – mówią. Tylko, że jak zawsze, fajnie się mówi, umniejszając  cudze problemy i zbyt często zapominając o pewnym banalnym fakcie. Mianowicie – każdy jest inny.

WSZYSTKO WYNIKA Z DOŚWIADCZENIA

Osobiście jestem zdania, że sposób radzenia sobie z problemami wynika z doświadczenia. Po prostu w toku rozwoju dostajemy coraz trudniejsze problemy, a później metodą prób i błędów, uczymy się je pokonywać. Dlatego też przeważnie im jesteśmy starsi, tym więcej tych doświadczeń mamy. Wówczas to, co kiedyś było końcem świata, teraz staje się błahostką. Jednakże, stając się coraz lepszymi, nie warto zapominać o swoich początkach i umniejszać problemów innych, co często widać na najprostszym przykładzie ludzi mówiących…

„JAKIE PROBLEMY MOŻNA MIEĆ W PRZEDSZKOLU?!”

Ano, można! I to całkiem poważne, bo  dla takiego kilkulatka całym światem jest przedszkole! Wówczas nawet to, że dzieci nie chcą się z nim bawić może być końcem świata. Co więcej, maluch dopiero uczy się jak radzić sobie z emocjami, funkcjonować w społeczeństwie, komunikować z innymi dziećmi, bo to wszystko jest dla niego nowe. I z czasem, gdy już opanuje te umiejętności, to przestanie być problemem. Jednakże za to, wraz z nabywanym doświadczeniem,  pojawią się nowe trudności  – bardziej skomplikowane i wymagające nauczenia się kolejnych sposób radzenia sobie.

Poza tym ważny jest też charakter dziecka i sposób jego wychowania. Bo jeden kilkulatek będzie towarzyski, inny empatyczny, a jeszcze inny – nieśmiały. I każdy z nich inaczej będzie sobie radził z problemem pt. „inne dzieci nie chcą się ze mną bawić”, a to tylko najszybciej wymyślona przeze mnie trudności. Tymczasem, przecież takie przedszkolaki mogą mieć mnóstwo innych!

POWAŻNE PROBLEMY nawet W PRZEDSZKOLU

Niektóre dzieci muszą po raz pierwszy dzielić się zabawkami czy też zostać gdzieś na dłuższy czas bez rodziców, leżakować i dogadać się z innymi, niekoniecznie przychylnymi im, dzieciom. Dla niepełnosprawnych maluchów przedszkole może być miejscem uświadomienia sobie własnej inności. Czasem trafia się niefajna wychowawczyni, której dziecko się boi i nie chce chodzić do przedszkola. Poza tym kilkulatek po raz pierwszy styka się z porównywaniem i ocenianiem go, nie mówiąc już o tym, że czasem jakaś praca plastyczna mu nie wyjdzie i czuje się gorszy. Poza tym w rodzinach przedszkolaków też nie zawsze musi się dobrze dziać, bo rodzice nie zawsze dogadują się ze sobą nawzajem, co odbija się na dziecku.  Ale wiesz co? Oni dopiero uczą się sobie z tym radzić i dla nich aktualnie to największe trudności. Jednak czy przez to ich problemy są mniejsze? Lub mniej wartościowe? Nie sądzę!

JAKIE PROBLEMY MOŻNA MIEĆ NA STUDIACH, W SZKOLE, ITD?

Podobnie można się też odnieść do problemów w szkole, na studiach i ogółem – w dorosłości. Tutaj też wkracza się w kolejny etap życia i z tego wynikają kolejne trudności. I nieważne czy to studniówka, matura, pierwsza sesja, dwa kierunki czy też pierwsza praca, bo nic z tego nie zasługuje na umniejszenie. Po prostu to coś, co w danym momencie życia jest wielkie, a potem wraz z czasem i nabywaniem doświadczenia staje się coraz mniejsze. Jednak zdecydowanie nie jest to powód, by osoba bardziej doświadczona życiowo, pouczała  tę mniej doświadczoną, twierdząc, że „Twój problem to żaden problem!”.

DLA KAŻDEGO JEGO PROBLEMY SĄ NAJWIĘKSZE

Mając problem, teoretycznie wszyscy wiemy, że zawsze mogło być w gorzej. W końcu mogliśmy urodzić się w biedniejszym zakątku Ziemi / wychowywać się w miejscu, gdzie kobiety nie mają żadnych praw / głodować czy też każdego dnia walczyć o oddech w szpitalu, prawda? Niestety niekoniecznie, bo takie myślenie raz, że prowadzi do dalszych porównań, a dwa, że działa tylko na chwilę. Pomaga uświadomić sobie wdzięczność za to, co mamy, ale później i tak zostajemy sam na sam z tym, co nie jest abstrakcyjne i dotyczy nas każdego dnia. Wówczas dla każdego to jego problemy są największe z prostej przyczyny – to one są tu i teraz. I często, dopóki nie znajdziemy się w skórze drugiego, to tak naprawdę nie wiemy z czym się musi mierzyć.

Poza tym, do tego, jak wartościujemy problemy często dochodzi też status materialny. Ot, osoba, której zarobki ledwo pozwalają na przeżycie do pierwszego, raczej nie będzie walczyć o stosowanie feminatywów (żeńskich końcówek) czy też przejmować się łamaniem praw człowieka w Chinach.

NIE UMNIEJSZAJ CUDZYCH PROBLEMÓW – NAWET PRZEDSZKOLAK MOŻE JE MIEĆ!

Dlatego właśnie chciałabym, żebyśmy my,jako społeczeństwo, nauczyli się nie oceniać problemów innych i przede wszystkim – nie umniejszali ich. W końcu skąd wiemy na jakim etapie jest dany człowiek? I co daje nam prawo do mówienia mu „Twój problem to żaden problem!”? Podpowiem – nic.


Zdjęcie tytułowe: https://stocksnap.io/photo/HZSUOGWYYU