Olympus Perspective Playground we Wrocławiu - zdjęcie do opinii o ksiażce Życie na podglądzie

A gdyby z Twojego życia zrobiono reality show? Czyli „Życie na podglądzie”

Gdy w ten piątek wróciłam do domu na weekend, wiedziałam jedno – muszę się porządnie odstresować, także na zapas.  I jako, że najlepiej odpoczywam właśnie z książką, zaległam rano z czytnikiem i odpaliłam zaczętą niedawno książkę. Zaintrygowała mnie swoim opisem tak bardzo, że już na ostatnim wykładzie nie mogłam się powstrzymać, ale ciii! Nie mówcie moim wykładowcom!

Tak więc teraz, po tym jak zaledwie parę chwil temu skończyłam czytać „Życie na podglądzie”, już popędziłam do komputera, żeby napisać o tej książce. I tak swoją drogą – raczej rzadko mi się takie przypływy „muszę o tym napisać TERAZ!” zdarzają, więc to zdecydowanie stanowi niezłą rekomendację już samo w samo w sobie.

„ŻYCIE NA PODGLĄDZIE” – O CZYM OPOWIADA?

„Życie na podglądzie” to historia pewnej zwyczajnej rodziny z Portland. Zwyczajnej – do czasu aż głowa rodziny dowiaduje się od lekarza, że ma raka mózgu, a konkretniej glejaka IV stopnia.  Niestety, w tym stadium choroba jest już nieuleczalna, a Jaredowi Stone zostało zaledwie kilka miesięcy życia. Chcąc jak najlepiej zabezpieczyć przyszłość swojej rodziny, mężczyzna wystawia swoje życie na sprzedaż na Ebay’u, co koczy się…  zrobieniem z życia jego rodziny telewizyjnego show. Zapowiada się ciekawie, czyż nie?Życie na podglądzie czy warto opinie - okładka książki na czytniku

„ŻYCIE NA PODGLĄDZIE” – DLACZEGO WARTO?

Po przeczytaniu opisu też tak pomyślałam, dlatego ściągnęłam książkę z Legimi na czytnik i odpaliłam czym prędzej. Na początku byłam trochę rozczarowana, bo wszystko zaczynało się dość powoli. Jednakże z czasem nabrało sporo wciągającej akcji i tym sposobem połknęłam „Życie na podglądzie” w zaledwie kilka godzin. I faktycznie muszę przyznać, że Len Vlahos dobrze wiedział, co robi. Nie tylko połączył kilka pomysłów (np. Truman Show) w coś nowego, oryginalnego, lecz też w pełni wykorzystał jego potencjał.  Występuje tutaj wielu narratorów, przez możemy dowiedzieć się, o co myśli i czuje każdy z rodziny Stone – zagubiona żona, nieśmiała i wycofana córka oraz jej młodsza siostra, pragnąca blasku sławy. Co więcej, dowiadujemy się też co kieruje producentem reality show, jego współpracownikami, pewną nawiedzoną siostrą zakonną oraz… graczami World of Warcraft, którzy zaangażowali się w całą akcję.

RAK NARRATOREM POWIEŚCI?

Jednak tym, co najbardziej mnie ujęło, było udzielenie głosu samemu rakowi mózgu – glejakowi mówiącemu samemu o sobie „Glej”.  Opisuje on jak pożera pamięć swojego żywiciela, wspomnienie po wspomnieniu, odbierając ukochane chwile (np. narodziny córki, pierwszy pocałunek), a przez to i osobowość. Jednak to nie wszystko, bo wraz z postępowaniem choroby, Glej przejmuje ciągle więcej i więcej. Pogarsza koncentrację i zdolność logicznego myślenia. Sprawia, że chory nie pamięta, o czym rozmawiał parę minut temu. Uzyskuje dostęp do zmysłów, powodując chwilowy brak wzroku i słuchu itd. Tymczasem czytelnik przechodzi przez to wszystko razem z Glejem, poznając przy okazji kolejne etapy choroby.

TRUDNY TEMAT W LEKKIM STYLU

Umieranie na raka zdecydowanie nie jest łatwym tematem – nic dziwnego. Jednak „Życie na podglądzie” jest napisane w taki sposób, że czytelnik nie czuje się przytłoczony problematyką śmierci. Oczywiście ona jest i człowiek mimo wszystko przeżywa, że książkowemu bohaterowi zostało zaledwie kilka miesięcy życia, ale dzięki lekkiemu stylowi nie odczuwa się tego, aż tak mocno. Powiedziałabym nawet, że paradoksalnie, momentami jest całkiem zabawnie.Życie na podglądzie czy warto opinie - okładka książki na czytniku

ZMIANA I MANIPULACJA

Poza tym, „Życie na podglądzie” skłania do wielu życiowych refleksji i zadania sobie pytania „co ja zrobiłabym na jego miejscu?”.  Zwraca też dużą uwagę na manipulacje telewizyjne i pokazuje, jak łatwo można w montażu wyrwać słowa z kontekstu i uzyskać zupełnie inną wypowiedź. Swoją drogą, uważam, że w epoce generowania ogromnej ilości fake newsów, odróżnianie prawdy od kłamstwa jest coraz trudniejsze, dlatego warto pokazywać, że nie zawsze można ufać treściom z Internetów  i telewizji! Czytając, warto też zwrócić uwagę na to, jaką przemianę przechodzą główni bohaterowie – fajnie się to „obserwuje”.

ŻYCIE W REALITY SHOW? NIE, DZIĘKUJĘ!

Teoretycznie wydaje się, że życie w reality show, choć trudne, to  chyba nie powinno być aż tak bardzo uciążliwe? Jednak zastanówmy się drugi raz. Masz świadomość, że non stop Cię nagrywają, więc kończą się wszelkie spontaniczne wypowiedzi. Nikt nie zdradzi Ci tajemnicy, bo przecież nie chce, żeby cały świat ją poznał. Szczere rozmowy z przyjaciółmi? Też średnio. Z kolei bez nich, pojawiają się kłótnie, ale jak tutaj się z kimś kłócić, kiedy cały świat patrzy? Cały czas musisz wyglądać perfekcyjnie, uważać na głupie miny i przebierać się tylko w łazience. Gdy  zaklniesz po uderzeniu się w mały palec, to już za chwilę w Internetach mogą rozchodzić się memy. Twoje błędy obserwuje i komentuje cały świat. No ja dziękuję!

A GDYBY Z TWOJEGO ŻYCIA ZROBIONO REALITY SHOW, CZYLI „ŻYCIE NA PODGLĄDZIE” – POSUMOWANIE

Uważam, że „Życie na podglądzie” to świetna książka. Trudne tematy napisane lekki stylem, który łatwo i szybko się czyta, poszerzanie wiedzy o chorobie i telewizyjnych manipulacjach, narracja z wielu punktów widzenia, skłonienie do refleksji – to tylko niektóre z jej zalet. Dlatego też , jeśli macie wolne parę godzin – zachęcam do przeczytania!

I pomyśleć, że na początku sądziłam, że „Życie na podglądzie” to będzie tylko „odmóżdżacz”. Miło się czasem tak fajnie zaskoczyć!